13 C
Starachowice
poniedziałek, 13/07/2020
Strona główna Aktualności Z cyklu: "Niedziele z felietonem". Tym razem "W garści".

Z cyklu: „Niedziele z felietonem”. Tym razem „W garści”.

 W Starachowicach wciąż występują przypadki zakażeń koronawirusem, tymczasem publiczne media podają, że epidemię już opanowaliśmy i to jako nieliczni w Europie. No, może tylko Śląsk jest dla nas kłopotem.

    Nie ma więc podstaw do izolowania ludzi w domach. Ale mieszkająca w USA polska pielęgniarka nas mityguje. Podkreśla, że nawet w znacznie bardziej dotkniętych zarazą Stanach Zjednoczonych wraca się do normalności inaczej niż w Polsce.  Ba, ludzie tam inaczej chorują. Nie zetknęła się z przypadkiem, by w szpitalu, gdzie pracuje, odszedł ktoś młody. Każde łóżko stoi w oddzielnej sali. Z telewizorem, iPadem podłączonym do sieci, specjalną klimatyzacją, by powietrze nie uchodziło na oddział. Leczenie rzeczywiście kosztuje. Sporo. Ci, którzy nie mają ubezpieczenia, mogą jednak skorzystać z funduszy charytatywnych zakładanych przez prywatnych sponsorów. Albo płacić w ratach za pobyt w szpitalu. W każdym razie dobrostan pacjentów jest najwyższym priorytetem.

„Pracowałam w Polsce i zapewniam, że nie ma porównania, tu pacjenta traktuje się jak boga” – mówi „Newsweekowi” (nr 23 ). Tyle że to prywatny publikator, więc, zdaniem rządzących i ich popleczników, niezbyt wiarygodny. Bo powinien być pluralistyczny, obiektywny, jak telewizja Jacka Kurskiego. Według której właśnie koronawirus jest w szczątkowym stadium, a największym złem totalna opozycja z marszałkiem Senatu na czele. Czyli obiektywnie i pluralistycznie. W telewizyjnych Wiadomościach widzę Polaków pomstujących na wszystkich, którym nie po drodze z rządzącymi. Jakoś nigdy nie ma na ulicach w pobliżu kamer dziennikarzy przechodniów, którzy rządzącym mają coś do zarzucenia. Jest tylko podtekst, że totalnej opozycji nie podoba się przekopywanie Mierzei Wiślanej i budowa megalotniska w centrum kraju. A to przecież miejsca pracy dla ludzi. Nieważne, że inwestycje powstaną z krzywdą dla środowiska naturalnego, a dobrze opłacane posady otrzymają głównie znajomi znajomych.

W Polakach, bez względu na ich przekonania polityczne, rośnie agresja, puszczają hamulce. Wybuch pandemii jeszcze to spotęgował – zdaniem prof. Tadeusza Gadacza, filozofa (ten sam „Newsweek” ). Chętnie by z Polski wyemigrował. Do Austrii albo do Francji. Może do któregoś z krajów skandynawskich. Bo północ Europy niejednego ciągnie. Także ze względu na pejzaże i klimat, w czym i ja zakochałam się od pierwszego zachłyśnięcia tamtejszym powietrzem. Również w tym, że nikt nas nie wyprzedzał na drogach. Bo wszyscy utrzymywali przepisową prędkość pod groźbą horrendalnie wysokich mandatów. Ale to tak na marginesie. Cóż, nie tylko profesorowi marzy się normalne demokratyczne państwo, którego ostatnio jakoś też nie doświadczam. Tyle że tak dla niego, jak i dla mnie, to nie pora, żeby zaczynać życie od nowa. Tym bardziej że poza granicami Polak  znaczy dużo mniej niż kiedyś. Zachwycony nami zaraz po1989 roku świat teraz nam nie sprzyja. Europa wręcz ma nas dość. Osuwamy się w bezprawie na własne życzenie, wedle profesora. Przeżywszy PRL nie dowierzam, podobnie jak wielu moich rówieśników, że ten wraca. Niezupełnie identyczny system, bo naśladowczy, ale równie niewygodny. Pełen cynizmu, hipokryzji, egoizmu. I politycznego narcyzmu rządzących – używając słów T. Gadacza. Na dodatek rządzeni stali się tacy bezwolni. Zgadzamy się bowiem, by trzymano nas w garści. Chyba że odbierze się nam możliwość podróżowania po świecie. Wszystkie inne dolegliwości jesteśmy w stanie przełknąć. Wszak sami już pozwoliliśmy na powszechne inwigilowanie. I wcale nam to nie przeszkadza. Nawet ostrożność sieciowa bez portali społecznościowych nikogo nie ratuje. Wystarczy wypasiony smartfon. Sam w sobie jest narzędziem kontroli. Czyli tabula rasa, w potocznym rozumieniu tego pojęcia, nie jesteśmy.

Na świeżo po lekturze „Testamentów” Margaret Atwood wciąż trudno mi uwierzyć, jak łatwo rzeczywistość może przerosnąć wyobraźnię. Jak szybko tracimy inicjatywę i bezmyślnie zdajemy się na wysokie gremia stanowiące o naszym jestestwie. Zadowalamy się teleporadami medycznymi, zgadzamy na zamknięcie przychodni na dłuższą metę, co odbiera nam możliwość leczenia wielu dolegliwości. Jesteśmy wdzięczni za możliwość poruszania się w przestrzeni publicznej bez masek (o, zgrozo, dopiero teraz w Starachowicach są naprawdę potrzebne!).  Nie zrobią na nas wrażenia kolejne żółte firanki, za którymi władza zechce żyć naszym kosztem. Mam nadzieję, że nie miejska i powiatowa. Chyba miejscowi decydenci nie będą z nami igrać w zamian za trochę praw i wolności? Wszak niektórzy samorządowcy pamiętają PRL i wszystko to, co ich wtedy uwierało. Dbajmy zatem o nasze małe wspólnoty. Stawiajmy na prawdomówność, prawo oraz tolerancję dla siebie nawzajem. I zwracajmy sobie uwagę w przypadku niewłaściwych zachowań. Kiedy ktoś śmieci, niszczy mienie albo nie przestrzega pozostałych społecznych norm. Jednocześnie jednak tonujmy nastroje. W Starachowicach niby nikt nie wybija szyb personelowi szpitala zamienionego w jednoimienny. Niechęć doń ten i ów wyraża jednak szeptem. Złowrogim, krzywiąc się, że w bloku mieszka pielęgniarka z zakaźnego, na którejś kondygnacji na kwarantannie przebywa rodzina, a piętro niżej jeżdżą na saksy. Niczym w zabawie w głuchy telefon dotarły do mnie takie głosy. Stąd tylko krok, by patrzeć wilkiem jeden na drugiego. Oczywiście, bez maseczki na twarzy. Bo przecież to inni są winni, a nie my. Tak właśnie chcemy żyć nad Kamienną?

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x