20.4 C
Starachowice
sobota, 8/08/2020
Strona główna Aktualności Muszę mieć dokąd wracać

Muszę mieć dokąd wracać

Przedwojenny dom, w którym do dziś słychać szept minionych pokoleń, zapach drewna, czar świątków i ona – starachowicka nomadka. Jeszcze jeden nie do końca rozpakowany plecak, a ona już planuje kolejny wyjazd, Monika Rutkowska od Świętego Franciszka – zwierzolub, lekarz medycyny rodzinnej, radna, miłośniczka podróży i…

… wielbicielka ikon, dlatego też z jednej ze ścian  spogląda Madonna od Dzikich Zwierząt.

– Zakochałam się jak ją tylko zobaczyłam, wiedziałam, że muszę ją mieć. Codziennie rano powtarzam jej, że jest piękna i to wraca do mnie – śmieje się rozbawiona. Śmiech Moniki będzie nam towarzyszył przez całe spotkanie.

Spotykamy się żeby porozmawiać o podróżach – każdy bowiem, kto Monikę zna wie, że nie usiedzi na miejscu, wciąż gdzieś gna, gdzieś pędzi, do domu wraca na chwilę. No właśnie, mimo, że kocha być w drodze musi mieć do czego wracać, jej dom to azyl, z trzema kotami, psem i dziećmi, których ostatnio jakby mniej. Klimat tego wnętrza tworzą przyjaciele, którzy znajdą tu swój kąt, gwar poranka i spokój wieczora, i plany, które wciąż snuje. Wydeptana ścieżka między pokojem a wejściem to droga od młodej mężatki do świadomej kobiety. Od zawsze wiedziała czego chce, dziś wie czego nie chce – nie chce nie mieć czasu, a tego, jakby na przekór prośbom, wciąż jej mało.

– Tyle jest jeszcze miejsc do zobaczenia, w tylu zakątkach jeszcze nie byłam, zwiedzić od A do Z choćby Wielkopolskę, a gdzie Kaszuby, Kujawy… zamyśla się.Do tego wszystkiego dochodzi przecież jeszcze Europa i świat.

Niby w domu, ale myślami już gdzieś daleko, sama o sobie mówi, że nie usiedzi w domu dłużej niż to konieczne, tu trzyma ją właściwie już tylko praca.

Dobre lepszego początki

Przez chwilę harcerka, ale nie dla niej dyscyplina i nocne warty – jej wolny duch wyrywa się do samodzielnych wypadów ścieżkami, które sama odkrywa. Ten pierwszy zew przygody odzywa się w niej już w szkole podstawowej, będąc na wycieczce w Górach Świętokrzyskich gubi się gdzieś wśród drzew puszczy jodłowej i odkrywa miłość…do lasu. Od tamtej chwili to właśnie natura kreśli szlak jej wędrówek, dzieła ludzkich rąk, chociaż ważne, nie stanowią priorytetu – jedzie i leci po to, by chłonąć świat i jego naturalne dobrodziejstwa. Energię czerpie z drzew i gwiazd, plecak, bilet do „nieważne gdzie” i nocleg pod gwiazdami to dla niej żaden problem. Ten sposób podróżowania pokochała w liceum i na studiach, Z chórem przemierza Europę, odkrywa bałkański czar, zakochuje się w Grecji, miesięczna studencka włóczęga to jej żywioł. jedyny problem to 24 klatkowa rolka do aparatu – wtedy właśnie uświadamia sobie, że najważniejsze i najpiękniejsze będzie już zawsze przed nią. I nie będzie to kwestia pieniędzy tylko chęci, a te ma zawsze, tak jak apetyt na życie i nowe doznania.

Z pasją podróżowania Moniki Rutkowskiej wiąże się fotografia.

– Uwielbiam pokazywać świat, chcę, by każdy mógł zobaczyć te miejsca co ja. Moje zdjęcia to nie technika, ale emocje, jeśli wzruszam i zachęcam to dla mnie najlepsze podziękowanie – mówi Monika i na pytanie o wystawę doda, że może kiedyś…pomyśli.

Nigdy sama

Monika Rutkowska kocha ludzi i to widać. Ta sympatia wyczuwalna jest w naszej rozmowie, która płynie wartko i lekko, w postach, które zamieszcza na facebooku i w tym, że wokół niej wciąż się ktoś kręci. Monika nigdy nie jeździ sama, wokół niej gros przyjaciół, bliższych i dalszych znajomych:

– Muszę mieć kogoś z kim będę dzielić to co widzę, to co czuję. Obok mnie musi być ktoś z kim będę przeżywać piękno otaczającego nas świata. Nawet jak jadę z biurem podróży to towarzyszy mi ktoś ze znajomych, no i oczywiście wracam z kolejnymi nawiązanymi kontaktami – śmieje się.

Madagaskar, Kuba, Sri Lanka i Petra to egzotyka, którą Monika Rutkowska poznaje właśnie  dzięki zorganizowanym wycieczkom. Chociaż poznaje to może nie jest zbyt dobre słowo:

– Z ofert biur podróży korzystam rzadko i głównie wtedy, gdy w grę wchodzi egzotyka. Czuję się wtedy bezpieczniej, szczególnie, że trudność może mi sprawić kwestia organizacji czy komunikacji. Ale no nie są to podróże, które pozwalają poczuć klimat danego miejsca – dodaje lekko rozżalona i, jak sama mówi, z tej możliwości korzysta jak najrzadziej.

Jej must see

To przede wszystkim Madagaskar z przyrodą, która nigdzie indziej nie jest tak bardzo u siebie jak tam. Ze sposobu w jaki mówi o tej magicznej wyspie łatwo wywnioskować, ze to miejsce, do którego wróci na pewno – na własną rękę. Dlaczego? Pewnie dlatego, że to wyspa „mora mora” czyli życia zdecydowanie wolniejszego od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni, Tu czas nie ucieka jak szalony, a płynie delikatnie dając możliwość zachwytu nad światem – a to Monika lubi najbardziej.

Klimat, kultura i ludzie to także Kuba, miejsce, w którym ten cenny czas się zatrzymał. Kubańska rzeczywistość Moniki Rutkowskiej to malownicze galeryjki, małe puby wieczorową porą, wszechobecny duch rewolucji i ludzie – kolorowo ubrani zachęcający do… zakupów.

– Trochę mi tu niestety mało było kontaktu z domem i drugim człowiekiem, ale coś za coś. Kolejne miejsce, do którego wrócę – podsumowuje w rozmowie w GAZETĄ.

Tego, czego nie dostała na Kubie zaznała na Sri Lance. Tu drugi człowiek jest na wyciągnięcie ręki, chce i łaknie kontaktu, do tego natura, która aż kipi bujnością:

– Byłam w raju – mówi Monika i widzę, ze gdyby mogła to już by siedziała w samolocie.

Szczególne miejsce w jej życiu zajmuje Cypr, z koleżanką zjeździła rowerem niemal całą wyspę, ale gdy pytam o miejsce naj, naj, naj odpowiedź pada natychmiast.

– Hiszpania oczywiście. Aneta, to jest moje miejsce na ziemi, tam jest wszystko czego potrzebuję do życia, piękne góry, wyluzowani ludzie z cudowną radością życia, no i tu również zabytki. Hiszpania to historia – to dla mnie wciąż otwarty temat, mam tu przyjaciółkę, więc przylatuję tu tak często jak się tylko da.

Monika Rutkowska ma za sobą również Jordanię z Petrą, którą jest zachwycona – miasto wykute w skale wzruszyło ją do łez. No właśnie, tylko ten, kto pół życia spędza w podróży wie, że wzruszenie często potrafi odebrać głos i nieważne czy patrzy się na szczyt górski pogrążony we mgle, czy miasto sprzed dwóch tysięcy lat.

Co przed nią

Na pewno wiadomo co za nią.

– Odchowane dzieci – śmieje się zaraźliwie – córka pracuje, syn włóczykij też już za chwilę będzie w drodze, teraz będę mieć mniej obowiązków, a zatem jestem gotowa na kolejne wyzwania.

Tych przed nią sporo, udało się bowiem namówić podróżującą panią doktor na prelekcję podróżniczą w ramach Klubu Podróżnika, a także do wystawy zdjęć – chociaż ta najpierw online. Czekamy zatem niecierpliwie, aż Miejska Biblioteka Publiczna otworzy swoje podwoje.

W ślady mamy podróżniczki poszedł syn Filip, który za chwilę wyleci do Londynu, a na swoim koncie ma podróże na Filipiny czy do Malezji, a to przecież nawet nie początek, a zaledwie prolog – może kiedyś zgodzi się opowiedzieć o sobie.

Monika kocha góry, kocha je od zawsze począwszy od magicznych świętokrzyskich przez moment, gdy po studiach medycznych jeździ od Limanowej, przez Suchą Beskidzką po Nowy Targ i wszędzie składa podania o pracę. I właśnie w Nowym Targu mogła zaczynać od ręki, z mieszkaniem służbowym i górami za pasem – zgadza się, przyjeżdża do Starachowic zamykać sprawy i… poznaje miłość. Dzięki temu pozostaje góralką świętokrzyską, a w wysokie góry już tylko wraca, tak często jak tylko może. Co rusz przemierza bieszczadzkie połoniny, kryje się w maleńkich siołach, o świcie z aparatem wspina się na górskie szczyty by łapać pierwsze promienia słońca. Skupiona na drodze i tym co dookoła niej,  Ma na swoim podróżniczym koncie wspinaczkę na czterotysięcznik – marokański Jebel Toubkal, jednak kilkanaście minut przed szczytem schodzi z koleżanką, która źle się poczuła.

– Żałujesz? – pytam

– Nie- pada zdecydowana odpowiedź. – Byliśmy tam grupą, było ciężko, chociaż jak się uprę to wszędzie wlezę, ale nie było nawet chwili wahania. Jesteśmy zespołem więc schodzimy zespołowo. A poza tym – ścisza głos – przyznam ci się na ucho, że dzięki temu miałam więcej czasu na zdjęcia – dodaje ze śmiechem.

Ktoś powie, że to cel się liczy. I będzie miał rację, tyle, że celem bohaterki reportażu jest doskonałą zabawa, życie pełne wrażeń oraz intensywny kontakt ze światem.

– Chcę więcej, mocniej i bardziej – mówi Monika – Ale na moich warunkach – dodaje. Spokojnie bez pośpiechu, z nadzieją, ze przed nią całe morze czasu… na wszystko.

AnetaM

fot. FB. Monika Rutkowska

fot. FB Monika Rutkowska

[new_comments]
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

Rekord zakażeń w Polsce

809 nowych infekcji w Polsce to rekord zachorowań od początku pandemii. W województwie świętokrzyskim zachorowania wciąż trzymają niezbyt wysoki poziom, zgodnie z informacjami przekazanymi...
0
Dodaj komentarzx
()
x