12.1 C
Starachowice
niedziela, 27/09/2020
Strona główna Aktualności Kowaliki w podróży 

Kowaliki w podróży 

Z wykształcenia nauczycielka przedszkolna, mimo emerytury wciąż aktywna.  Ciekawska, zawadiacka, roześmiana – w kowbojskim kapeluszu i z ukochanym wnukiem przemierza polskie i europejskie szlaki. Oto oni – wesołe Kowaliki – Marysia i Tristan. 

Podróżniczego bakcyla łapie jeszcze na studiach, kiedy z grupą przyjaciół rusza w Polskę – są jej ukochane góry, są wędrówki od rana do nocy, gitara, ognisko i śpiew. Zew przygody ma we krwi, do dziś wciąż z zaciekawieniem przygląda się światu biorąc z niego to, co najlepsze. Dłuższa przerwa w odkrywaniu uroków podróży oznacza rodzinę – mąż, dzieci i praca stawiają jednak jej pewną granicę.

Kiedy zatem rodzi się ten łazik, który siedzi przede mną? – pytam.

– A to będzie te parę lat od kiedy jestem na emeryturze – śmieje się Marysia Kowalik  – nie powiem ci ile, bo nie pamiętam, ale teraz jest mój najlepszy czas.

Przeszłą na emeryturę, spakowała swój mentalny plecak i rozpoczęła zachłanny romans ze światem, który trwa po dziś dzień. Jeździ, chodzi, włóczy się, a w swoje wędrówki angażuje również wnuka – Tristana. Jej dorosłe podróżowanie jest zorganizowane – Marysia Kowalik korzysta z oferty Ewy Szklarczyk, organizatorki wycieczek m.in w kręgach Uniwersytetu Trzeciego Wieku, i Oddziału Międzyszkolnego PTTK. Bierze wszystko co jej się zaproponuje, wycieczki 1, 2 czy 3 dniowe – każda ją cieszy, nie ma również znaczenie czy to objazd czy wypoczynek ze zwiedzaniem. Każda z opcji ma swój urok i w każdej Marysia się odnajduje.

Pierwszą wycieczką,na którą pojechała z grupą zorganizowaną był Lwów – zakochała się w nim bez pamięci. Największe jednak wrażenie wywarła na niej Praga, czerwone dachy, Katedra Świętego Wita, klimatyczny Most Karola – do dziś uśmiecha na samo wspomnienie. Kolejne wyprawy to tzw. wczaso – wycieczki i Krym, który wspomina z łezką w oku. Ten półwysep rozmaitości to jedno z jej ulubionych miejsc,  cieszy się na samą myśl o morzu, zabytkach i odrobinie tamtejszej egzotyki .

Czy jest coś, czego nie lubi w związku z podróżami?

– Pewnie. Nie lubię dokonywać wyboru – obrusza się – Nie lubię, bo zawsze chcę być i tu i tam, ale liczę, że jeśli odpuszczam jakąś wycieczkę z PTTK to i tak będzie ona kiedyś powtórzona. Marcin Maruszak (przewodnik świętokrzyski – dopisek REDAKCJI) lubi wracać tam gdzie był już – śmieje się cytując fragment piosenki.

Z OM PTTK pierwsze podróżnicze szlify zbiera również wnuczę Marysi Kowalik – Tristan. Pierwszy jego wyjazd to rok 2015, a młody (6 letni) Kowalik rusza wówczas do Ptasiego Azylu i… jest skłonny ratować wszystko, co lata, byle nie musieć stamtąd wychodzić. Miał na ręku najprawdziwszą sowę, zatem nie dziwmy się chłopcu. Dla Tristana wycieczki z babcią to niezwykłą atrakcja, jest długa jazda autobusem, są noclegi poza domem, jest moc atrakcji, no i jest babcia. Z rodzicami nie ma takiej frajdy – babcia pokaże, babcia opowie, pośmieje się, babcia w kowbojskim kapeluszu i w krótkich porteczkach to taka babcia nietypowa. Trochę baśniowa, szalona, taka niedorosła Pippi – i coś w tym jest, bo legenda głosi, że Marysia Kowalik jeszcze niedawno nosiła warkocze. Dzięki babci Tristan Kowalik przemierzył Łysogóry, świętokrzyskie zakątki zna prawdopodobnie jak własną kieszeń, a i po Polsce swoje się wywłóczył. Był czas, że idolem Tristana był Marcin Maruszak, nawet babcia nie miała takiego posłuchu u chłopca, zapatrzony w swojego starszego „kolegę” ze szlaku był niemal na wszystkich wycieczkach. Także tych pieszych, a dodajmy, że te w wykonaniu Marcina Maruszaka nie są one ani krótkie ani łatwe. Nie dziwi zatem fakt, że Tristan Kowalik zdobywa Odznakę Turystyki Pieszej  Siedmiomilowe Buty, i to zarówno srebrną jak i złotą. Jest również posiadaczem Odznaki Turysty Przyrodnika nadawanej za propagowanie turystyki przyrodniczej.

– Czyli odziedziczył po tobie duszę włóczykija – stwierdzam patrząc na bohaterkę podróżniczego spotkania.

– Mam nadzieję – odpowiada Marysia – Tristan teraz wchodzi w wiek, kiedy to koledzy są ważniejsi niż wycieczki, ale na szczęście to rodzice podejmują decyzję o wyjazdach młodego. Jeszcze nie zdążę zapytać, czy mi go dadzą, a już słyszę: oczywiście mamo – chichocze ciut złośliwie. Wychodzi więc na to, że jeszcze długo młody Kowalik na wycieczki z babcią będzie jeździł.

Marysia ma wysokie poczucie estetyki, kocha piękno natury, szczególnie jeśli jest nieskażone niefrasobliwą ręką człowieka. Mieszka nad brzegiem Kamiennej i nie raz można ją spotkać jak wędruje, mrucząc pod nosem różne takie, i sprząta śmieci, które ktoś po sobie zostawił. Podobnie ma w podróży, zwraca baczną uwagę na otoczenie i docenia te rejony, które z ekologią żyją za pan brat. Kusi ją i urok zabytków i piękno natury, dlatego też równie chętnie pojedzie tak do wielkiego miasta jak i do rezerwatu przyrody – czerpie z otaczającego ją świata tyle ile może udźwignąć.

– Kocham wszystko co widzę i co mnie otacza – mówi wpatrując się w mapę. – O tu (Pomorze – dopisek REDAKCJI) mało bywamy. Może by tak…. – zawiesza głos lekko rozmarzona.

Myśli pewnie o Grecji, w której była rok temu, i na którą miała również chęć w tym roku. Piękna, urokliwa boska kraina – tam czas płynie wolniej, z malutkich tawern dobiega gwar rozmów, a z Olimpu na zuchwałych turystów spogląda pan i władca Zeus. Grecja sprzyja urodzie, tu włóczykij Marysia zmienia się w damę Marię – w słomkowym kapeluszu i kolorowej sukience mało nie wypadnie za burtę z zachwytu nad wyspą Skiatos.

– Białe domki, niebieskie okiennice, wąziutkie uliczki, tu jest jak w bajce. Kocham to miejsce – uśmiecha się.

Wśród jej must see znajduje się również klimatyczny, historyczny Petersburg, Litwa z Wilnem, Trokami i Wioską Karaimów, węgierskie Buda i Peszt, Berlin z bliską nam i niedawną przecież historią. Ciepło wspomina Bułgarię, Rumunię i zjeżdżoną Białoruś, wielkie wrażenie zrobił również Stambuł.

– Oprowadzał nas po Stambule przewodnik o bardzo turecko brzmiącym imieniu Stanisław – śmieje się Marysia. – Tenże mieszkaniec Polonezkoy doskonale mówiący po polsku przewłóczył nas po takiej ilości zabytków, że do dziś mi się mieni przed oczami – opowiada. To, co wspomina do dziś to rejs po Bosforze łączącym część azjatycką z europejską.

Marysia ma marzenie. Oczywiście podróżnicze, chciałaby przejść szlakiem baroku, złotej secesji i współczesnej architektury, chłonąć atmosferę starówki i zobaczyć wnętrze Katedry pw. Świętego Stefana. Marzeniem naszej bohaterki jest Wiedeń – trzymamy  zatem kciuki, żeby następna wycieczka Marysi była właśnie do Austrii. I oczywiście mamy również nadzieję, że i Tristanowi w Wiedniu się spodoba.

fot. FB Maria Kowalik

fot. FB Maria Kowalik

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

COVID-19: aktualne dane z regionu świętokrzyskiego

Ministerstwo Zdrowia w sobotnim (26 września) komunikacie poinformowało o 1584 nowych przypadkach zakażenia koronawirusem i śmierci 32 osób w Polsce (miały choroby współistniejące). Zgodnie...
0
Dodaj komentarzx
()
x