-0.5 C
Starachowice
poniedziałek, 8/03/2021
Strona główna Aktualności Mizerna i cicha - świąteczne zwyczaje

Mizerna i cicha – świąteczne zwyczaje

Na świętokrzyskiej wsi jeszcze wiek temu wiedzy o świecie dostarczały kościół, dwór i karczma – chociaż nie do końca jesteśmy pewni, czy w takiej właśnie kolejności. Na pewno królował magiczno – religijny światopogląd, a święci niebiescy korelowali z wędrującymi duszami przodków, w to wszystko wplatały się dni wypełnione obrzędami i rytuałami mającymi swoje korzenie w tradycji wcale nie chrześcijańskiej.

                                          Mizerna i cicha wigilia

Przede wszystkim zaś uroczysta. Wigilia w dawnej kieleckiej wsi była dniem bardzo bogatym w warstwie obrzędowo – zwyczajowej, a same przygotowania do wieczerzy chłopi traktowali bardzo poważnie. Ozdoby, potrawy czy zachowanie tego dnia miały często charakter symboliczny i znaczący dla nadchodzącego roku. Nie było miejsca na żadną przypadkowość.

Po pierwsze wstawać należy chętnie i bardzo wcześnie, ma nam to zagwarantować szczęśliwy nowy rok. Po drugie należy pamiętać, że dobry zwyczaj nie pożyczaj, a już na pewno nie w wigilię. I nawet jeśli jest to nasza ulubiona sąsiadka lub bardzo przystojny sąsiad to NIE POŻYCZAMY, żeby w przyszłym roku niczego nam z domu nie ubyło. Co ciekawe tradycja mówi, że można coś ukraść. Nie żebyśmy zachęcali, ale drobiazg warto, tak, by nikogo nie skrzywdzić, a szczęście sobie zapewnić. Nie kląć, nie kłócić się, nosa na kwintę nie spuszczać, ale nadmiernie wesołym również nie być, śmieci z domu wygarnąć i wymieść najlepiej pod drzwi sąsiada. Tu polecamy tego nielubianego. No i najważniejsze to przygotować się na spotkanie z wędrowcem. I, uprzedzamy, nie musi to wędrowiec z krwi i kości.

Wigilijna wieczerza to czas spotkania, nie dziwmy się więc, ze nasi zmarli krewni chcą ten wieczór spędzić z nami. Mało, że chcą, oni faktycznie przybywają i nas odwiedzają. Z chwilą, gdy pojawia się Betlejemska Gwiazda, otwierają się bramy niebios i zmarli stępują na ziemię. Nie tylko oni, bo w wigilijną noc można spotkać również świętych z pierwszych stron gazet pod chmurką, a także Narodzone Dzieciątko czy samego Pana Boga. Z tego też powodu w dzień wigilii nie używano ostrych narzędzi, a jeśli już ktoś musiał to czyniono to bardzo ostrożnie. Tak, by żadnej duszyczki snującej się po znajomych kątach nie uszkodzić. Nie zasiadano do stołów dopóki nie dmuchnięto na ławy, chodziło o to, by nie przysiąść któregoś z niewidzialnych gości.

Bardzo ważna była kolejność zasiadania przy stole, tego na wsiach i w tradycyjnych domach przestrzega się do dziś. Od seniora do najmłodszego i nie ma w tym temacie przeproś. Dlaczego? Kiedyś wierzono, że w takiej kolejności, w jakiej zasiadamy przy wigilijnym stole, będziemy w odchodzić z tego świata.

Kiedy już zadbaliśmy o to, by nikogo nie przysiąść, nikogo nie okaleczyć i do stołu podeszliśmy w odpowiedniej kolejności, to czas na opłatek. Tych było dwa rodzaje, biały i tym dzielono się w domu, natomiast opłatek kolorowy przeznaczony był dla bydlątek, bo skoro wśród nich Jezus Malusieńki się narodził, to nie można ich przecież pominąć. Do tego opłatka dodawano odrobinę ruty, miała ona chronić  domową zwierzynę przed złym okiem czarownicy. Te zaś były na świętokrzyskich wsiach bardzo zapracowane. Konia znarowić, wodę w studni zepsuć, mleko krowie odebrać, męża sąsiadki na złą drogę sprowadzić…

Wracając na chwilę do opłatków musimy pamiętać, że największym darem wigilijnym były życzenia. Nie prezenty materialne, a słowa, którego tego wieczoru miały największą moc sprawczą.

Świętokrzyski wigilijny stół był bogaty, bezmięsny i postny ale również bogaty. Szczególnie w to, co dały pole i sad, dary ziemi koniecznie na stole wigilijnym musiały musiały się znaleźć. Potraw nieparzyście, im więcej tym lepiej, ale zawsze nieparzyście, a zatem niech panie pamiętają. Przypominamy, ze opłatek też jest uważany za potrawę, więc jego też liczymy. Kasza, siemię lniane, groch, kapusta, pierogi, barszczyk i słodka zupa garusem zwana – to królowało na stołach naszych pra – pra – prababek. Były i grzyby, ale te przeznaczone dla odwiedzających nas zmarłych, a zatem pamiętajmy, żeby duszyczek nie zdenerwować i grzybka jakiegoś malutkiego położyć. Choćby marynowanego. Mak. O potrawy  z makiem to również gest w stronę dusz i mistyczny lekko ukłon, posiadający działanie halucynogenne przenosi nas w inne wymiary i pozwala stamtąd wrócić. Musi być obowiązkowo.

Wróżb czas

Oczywiście, że wróżono. Najbardziej zaś w temacie małżeństwa, a więc…

Spod obrusa białego niczym śnieg wyciągano źdźbła sianka. Żółtawe i podeschnięte wróżyło staropanieństwo lub też długie kawalerstwo, zielone i świeże oznaczało szybki ślub. Jeśli posiadacie drewutnie, to wzorem naszych prababek warto do niej pójść i nanieść drwa. Jeśli chwycimy drew parzyście to nam się wdowiec trafi, jeśli nieparzyście to kawalera silnego jak tur do ołtarza poprowadzimy. Z braku drewutni możemy poszukać płotu lub ogrodzenia i liczyć sztachety czy też pręty. Jeśli doliczymy do pary to ożenek tuż tuż, jeśli nie to posiejemy rutę jeszcze czas jakiś.

– Wyjść przed dom i krzykać – tak mówi ludowa tradycja, a zatem nikt się nie ważył wyłamać. Wychodzono i krzyczano, skąd echo wróciło z tej strony miała przybyć druga połówka.

Wigilijne wróżby to również czas zapewniania sobie zdrowia i pomyślności. Cóż może być lepszego dla zdrowia od czosneczka naszego kochanego? Koniecznie ząbek zjeść i koniecznie w łupince.

– Nie rozbieraj mnie do gołego, bo ja cię chronię od wszystkiego złego – rzekł kiedyś czosnek do gospodarza i rację chyba miał, bo chyba tylko na wsiach chłopaki jak rosłe dęby w świętokrzyskiej kniei. Zdrowie to raz, ale i pieniądz się przyda. Co zrobić, żeby się nas trzymał?

– Nalej do balii wody, wykąp pacholę i pieniądz wrzuć. Szczęście i bogactwo nie opuści się więcej (chyba, że pacholęcia nie masz, wtedy pieniążka w skrzyni więcej zostanie) – mówi tradycja, a my zachęcamy, żeby spróbować. Z braku balii wanna powinna wystarczyć, lub miednica, a jeśli dziecięcia się nie dorobiliśmy to może ktoś nam użyczy.

Zwracano również uwagę na wigilijne niebo, jeśli było gwiaździste to Nowy rok szykował się bogaty i urodzajny, jeśli zamglone to wiadomo było, że mleka w domu nie braknie. Interpretację tego ostatniego w naszych warunkach, Wam drodzy Czytelnicy zostawimy.

Wigilijny czas kończymy tym, że absolutnie wykluczone jest sprzątanie ze stołu po świątecznej kolacji. Dlaczego? Ano skoro my podjedliśmy, to dajmy szansę duszom i świętym wszelkim. Teraz jest czas, by i oni się najedli. Paniom domu przypominamy, by na stole pozostawić kozik i chlebek – niechaj Jezus, co tej nocy wędruje, gdy zgłodnieje, skibkę chleba sobie ukroi.

Podłaźniczka czyli choinki czar

Zanim dzisiejsza choinka trafi do naszych domów, w izbach naszych pradziadów będzie gościć podłaźniczka, drzewko wiszące u powały, czubkiem w dół. Oczywiście, że był przyozdabiany, ale nie bombkami a smakołykami. A zatem orzechy, które symbolizowały nieskończoność świata i mądrość ojców i dziadów, jabłuszka biblijny symbol, ale także obowiązkowo element w domach młodych małżeństw, szczególnie tam, gdzie jeszcze nie ma dzieci. Łańcuchy z rodzynek, w bogatszych domach z migdałów, no i światełka, a właściwie świeczki. Te ostatnie zapalane z chwilą mignięcia pierwszej gwiazdki, jako znak światłości, która rozświetliła świat grzechu.

Co ciekawe podłaźniczka była ruchoma, można ją było opuszczać i unosić, a powód był tym razem bardzo prozaiczny. Jaki? Łakome brzuszki domowników i… nic się w tym względzie nie zmieniło. Konia z rzędem temu, kto nie sięga po cukierka czy innego pierniczka zawieszonego na choince. Mały czy duży słodkości lubi, a zatem szanowne mamy i babcie jest apel.

– Po łapkach nie bić, nie krzyczeć, udawać, że się nie widzi. A potem po kryjomu samej się za słodkość wziąć, bo w święta nie tuczy.

A potem…

Pasterka oczywiście. Jechano furmankami i bryczkami ścigając się po drodze, ten gospodarz, który pierwszy do bram kościoła dotarł miał mieć w Nowym roku szalone szczęście i powodzenie. Do ścigania nie zachęcamy, chyba, że na własnych nogach.

Pasterka to pierwsza msza Bożego Narodzenia, do kościoła tego dnia szło się jeszcze dwukrotnie, rano na mszę anielską i w południe na mszę królewską. Boże narodzenie było jeszcze bardziej uroczyste niż wigilia, przede wszystkim żadnych prac, żadnych zbędnych ruchów i czynności. Co ważne żadnych odwiedzin. To dzień wyłącznie dla domowników.

                                       Na święty Szczepan każdy sobie pan

Mimo, że Święty Szczepan skończył tragicznie, to jego dzień obchodzi się już zdecydowanie mniej uroczyście, a na pewno na wesoło. W całym kraju, na pamiątkę ukamienowania Świętego Szczepana, obsypywano owsem kapłana, na ziemi świętokrzyskiej zamiast kapłana obsypywano ziarnem panienki. Im więcej ziarenek na sukience zostało, tym większym powodzeniem miała się panna cieszyć.

Kielecczyzna słynęła również ze słomianego szczepanka – kukły, z któą gospodarz wychodził na pole i w miejscu nagromadzenia chwastów wypowiadał takie oto zaklęcie:

– Oset, oset, Szczepan ci mówi, że żebyś se stąd posedł.

I znów wróżby. Panny zamiatały, a w którą stronę śmieci poszły, z tejże mąż miał nadejść. Co ciekawe, na Świętego Szczepana kończyły się również umowy między służbą a gospodarzem, a zatem tego dnia szukano sobie nowej pracy i wystawiano opinię.

A na zakończenie

Kolędy czas. i tej śpiewanej i tej składanej.

– Żebyście byli zdrowi, weseli i często się śmieli jako w niebie anieli. Żeby się Wam darzyło i szczęściło, a w chałupie dzieci jak pcheł było.

Co do ostatniego, to każdemu według potrzeb rzecz jasna.

Mamy nadzieję, że dobrze się czytało, czasem trochę uśmiechało, kto zechce niechaj wróży…

Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x