14.3 C
Starachowice
czwartek, 13/05/2021
Strona główna Aktualności Od czytelnika do podróżnika... wystartował projekt Miejskiej Biblioteki Publicznej w Starachowicach

Od czytelnika do podróżnika… wystartował projekt Miejskiej Biblioteki Publicznej w Starachowicach

Czyli przeczytaj a potem zwiedzaj.

Książki są miłym dodatkiem do podróży, bywają także jej początkiem, w końcu najpierw czytamy, widzimy w wyobraźni te wszystkie cudowne miejsca, a potem chcemy to zobaczyć na własne oczy. Przewodniki, powieści, reportaże podróżnicze – wszystko czeka na Was w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Starachowicach, która zdecydowanie lubi podróżować sądząc po projektach, w których bierze udział. Dzielnie jej w tym towarzyszą Oddział Międzyszkolny PTTK i Starachowickie Towarzystwo fotograficzne.

Podróżnicze prelekcje mają to do siebie, że ważny jest tu kontakt z publicznością. Idealnie, gdy padają pytania, jeszcze lepiej, gdy toczy się wartka dyskusja – sytuacja pandemiczna troszkę temu wszystkiemu nie sprzyja, dlatego też pierwsze spotkanie w ramach projektu „Ale jazda. Od czytelnika do podróżnika odbyło się online”. gościem Miejskiej Biblioteki Publicznej w Starachowicach była Aneta Marciniak – przewodnik świętokrzyski. Poprzednie dwa jej spotkania w ramach Klubu Podróżnika dotyczyły Indii i Japonii, tym razem zaprosiła lokalnie – na Ponidzie, bo przecież świętokrzyskie równie piękne.

Podstawę spotkania stanowiły legendy, przewodnicki nos zapewniał, że wszelkiego rodzaju baśnie, opowiastki i anegdotki są zawsze mile widziane przez turystów, a w połączeniu z historią dają pełny obraz zwiedzanego miejsca.

A zatem wiosenno – letni pomysł na majówkę, ale przecież nie tylko, to świętokrzyskie Ponidzie – kraina stepów, roślinności, której próżno szukać gdzie indziej. a także niezwykłej współpracy krajobrazu i sztuki. Nigdzie bowiem tak pięknie nie współgrają ze sobą wieże gotyckich świątyń i zielone połacie łąk i pól. Wszystko to zaś przecina Nida – kręgosłup tej świętokrzyskiej krainy. I to właśnie z Nidą związana jest pierwsza legenda, mamy młodą i piękną dziewczynę o imieniu Nida, która oszołomiona pierwszym wiosennym uczuciem oddaje swoje serce zakochanemu w niej po czubek przyłbicy – rycerzowi. Młodość i miłość – co tu może się nie udać? Wszystko, ale najbardziej to się nie uda chłopiec młody, który Nidę zdradzi. Ta upokorzona rzuca się w odmęty płynącej tu rzeki i ginie. Mieszkańcy wzruszeni losem dziewczyny nadają rzece imię Nida, a ona sama od wieków snuje opowieść o nieszczęśliwej miłości. Jeśli Wam się zachce kiedyś popływać po Nidzie kajakiem to może co nie co usłyszycie.

Wiosna i lato sprzyjają sanatoryjnym wyjazdom, jeśli zatem dostaliście przydział do Buska Zdroju to warto wiedzieć, że ten siarkowy, charakterystyczny zapach to wcale nie przypadek. Tu ogonem namieszał diabeł świętokrzyski. To właśnie w Busku znajdowało się jedno z wejść do czeluści piekielnych, w pieczarze, która to wejście kryła mieszkał czarcik uprzykrzający dość porządnie życie mieszkańcom Buska. Poszło o wodę, zatruta diabelskim jadem nie nadawała się do picia. Diabła w końcu przegoniła jedna z sióstr Norbertanek, niemniej jednak ten zanim ostatecznie odszedł podprowadził trochę siarki z piekła i wpuścił ją do buskich wód. Zażółcona i śmierdząca wprawiła w wielki smutek mieszkańców Buska i tu znów na pomoc przyszły norbertanki – padły na kolana i wymodliły cud. Żółta i cuchnąca siarką woda stała się lecznicza i tak do dnia dzisiejszego, dzięki czarciemu figlowi, do Buska Zdroju zjeżdżają turyści i kuracjusze z całej Polski.

Jeśli potrzebujecie trochę egzotyki to zapewniamy, że nie trzeba wyjeżdżać daleko. Jeśli brakuje Wam greckich klimatów to z ręką na sercu mówimy, że na Ponidziu to i owo w tym temacie czeka, bo na przykład taki Miłek Wiosenny -roślinka nieco niepozorna, ale przecież piękna, z mitologi greckiej się przecież wywodzi. Jak było? A tak…

Miłość to wojna, każdy to wie. Nie ma mowy o czystej grze i stosowaniu się do reguł, walczymy tak nieczysto jak to tylko możliwe, byle zdobyć to, na co mamy ochotę. Prawda? A zatem mamy boga wojny Aresa i boginię miłości Afrodytę, kochankowie świetnie się ze sobą bawią i świata nie widzą dopóki na scenę nie wkracza przystojny śmiertelnik Adonis, dla którego Afrodyta traci głowę. Wściekły Ares nie zamierza spokojnie patrzeć jak amant sprząta dziewczynę sprzed nosa i nasyła na Adonisa groźnego odyńca, ten zaś rani chłopca śmiertelni, a krople krwi śmiertelnika wsiąkając w ziemię zamieniają się w urocze kwiatuszki, które z łaciny zwiemy Adonisem Vernalisem, a po polsku Miłkiem Wiosennym. Dlaczego on na Ponidzie rośnie? Jak Adonis był najpiękniejszym z mężczyzn tak Ponidzie najpiękniejszym z regionów, gdzie więc mógł wyrosnąć jak nie tu.  W medycynie miłka używa się do chorób serca, może więc świetnie działa na złamane?

Podróże, podróże – małe i duże, a zatem jeśli podróże to koniecznie Wełecz i sosna pospolita, która wcale taka zwyczajna nie jest. Wygląda bowiem tak, jakby miała się za chwilę wyrwać z miejsca swego zamieszkania, pień wystający ok 3 metrów nad ziemią opiera się na fantastycznych olbrzymich korzeniach wyglądających jak… nogi rwące się biegu.

Czy są tu fani ploteczek? Mamy coś dla Was, oto historia pewnego obyczajowego skandalu, który rozegrał się na malutkim wzgórzu w jednym z najmniejszych miast Polski – Wiślicy. Skandalu, który dał początek stwierdzeniom: łgać jak pies i odszczekać kłamstwo. Otóż dawno temu niejaki Gniewosz z Dalewic oskarżył królową Jadwigę, że ta nie dochowała wierności królowi Władysławowi Jagielle. Królowa uniosła się honorem i zażądała procesu, ten odbył się na wzgórzu za kościołem w Wiślicy, królowej udowodniono niewinność, a Gniewosz, oprócz kary finansowej, musiał wykrzyczeć publicznie słowa: Zełgałem jak pies, wejść pod ławę i zaszczekać. Od tamtej pory wspomniane wzgórze nosi nazwę Psiej Górki.

Jeśli cierpicie na brak tajemnic, a żyłka detektywa w was silna wielce to zapraszamy do miejscowości o ciekawej nazwie – Chotel Czerwony. Czemu Chotel i czemu przez CH? wiemy, ale nie powiemy, poszukajcie sami, my podpowiemy, że z miejscem tym związany sam Jan Długosz, który ufundował tu kościół pod wezwaniem Świętego Bartłomieja. I tu kolejna tajemnica na Was czeka, na portalu wejściowym czekają na Was ślady stóp. skąd one tam – nie wiadomo, czy to stopy – też nie wiemy – może to Wam się uda odkryć tajemnice owych? A,że kościół na niewielkim wzniesieniu gipsowym stoi to wiadomym jest, że ono również kryje w sobie jakąś ciekawostkę. I kryje… Kuchnię Proboszczów. Ta grota, którą jedynie przez kraty można oglądać, to miejsce dużego skupiska gipsowych kryształów, niektóre z nich – połączone ze sobą – tworzą jaskółcze ogony.

Wszyscy, którzy dreptać lubią i aktywie spędzać czas chcą raj znajdą w ponidziańskich rezerwatach. Przęślin tuż obok kościoła w Chotlu Czerwonym to miejsce piękne. Niewielki pagórek usytuowany wśród pól kusi miłkiem wiosennym i wężymordem stepowym, gdy pogoda Wam dopisze i słońce wyjdzie wzgórze rozbłyśnie gipsowymi kryształami. A gdy na szczyt wejdziecie… O wtedy piękno zielonego ponidziańskiego morza docenicie.

Kolejnym rezerwatem, który jest podstawą aktywnych wycieczek to Skorocice- perła w koronie obszarów chronionych. Mamy tu do czynienia z gipsowym wąwozem, skorocickim potokiem, jaskinie, groty i gipsowe wychodnie w postaci grzęd, ambon i ścian – dla tych co lubią aktywnie i dziko to idealne miejsce.

Biorąc pod uwagę, że już niedługo swoje wrota otworzą muzea, to warto zajrzeć do Jędrzejowa, miasta, w którym obłaskawiono czas. Na jędrzejowskim rynku znajduje się Muzeum Przypkowskich z fantastyczną kolekcją zegarów, której początek dał senior rodu Przypkowskich – Feliks. Ale sama tradycja zegarmistrzowska w Jędrzejowie sięga nazwiska Patek – ta rodzina najpierw tu prowadziła aptekę, a po upadku powstania listopadowego Antoni Norbert Patek wyemigrował najpierw do Francji, potem do Szwajcarii dając tym samym początek wielkiej marce zegarków znanej na całym świecie.

Byliście w Chęcinach? Dobrze, dobrze – nie burmuszcie się, wiemy, że byliście. Nie każdy jednak był w Podzamczu Chęcińskim, a warto, bo stoi tam coś, co się spodoba paniom, panom…całej turystycznej braci. Właściwie to najbardziej powinna spodobać się historia. A było to tak.

Kiedy król Jan III Sobieski wracał spod Wiednia w glorii i chwale w Polsce oczekiwała go królowa Marysieńka. Na cześć swojego pana i władcy kazała w Podzamczu Chęcińskim wybudować Bramę Triumfalną, żeby król Jaś mógł właśnie tędy wjechać do Chęcin. Męska natura bywa jednak przewrotna i nic nie poszło po myśli Marysi, Jan III Sobieski zamarudził gdzieś pod drodze, za długo pod Bartkiem posiedział (skarb tam w pniu schował) i do Chęcin wjechał z innej strony omijając Bramę Triumfalną. Foch królowej Marysieńki był straszny, ledwo okiem w stronę króla rzuciła, może ją lekko skarby przywiezione przekonały, ale… nie na tyle, żeby do męża swego czułe słówko rzec. żeby tam czułe… rok cały królowa milczała z gniewu i focha. I teraz tylko pytanie sobie zadać należy, czy to kara dla Jasia była czy może jednak łaska pewna? I czy w ogóle realnym jest by białogłowa tyle zmilczeć mogła?

Z tymże pytaniem zostawiamy Was na letnie dni i zachęcamy, byście zwiedzali nasze piękne świętokrzyskie – tropem legend, opowieści i baśni… Z dziećmi swymi, pieszo i na rowerze… byle w drodze.

fot. Podróże po kulturze

 

 

 

 

Aneta Marciniak – przewodnik świętokrzyski
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Koronawirus

0
Dodaj komentarzx
()
x